X
0 cart

Light Green Workshop

Light Green Workshop

Co tak naprawdę Light Green Workshop ma w ofercie? Co ją wyróżnia?

W naszej pracowni zajmujemy się wykonywaniem gotowych dekoracji z prawdziwego mchu chrobotka reniferowego łac. Cladonia rangiferina. W naszej ofercie znajdują się głownie ramki na ścianę, posiadamy też ozdobne słoiczki z chrobotkiem. Light Green Workshop wyróżnia to, że nasze kompozycje są wykonywane z bardzo dużym szacunkiem do materiału roślinnego. Nie zajmujemy się robieniem paneli na ścianę, które są najpopularniejszym wykorzystaniem chrobotka we wnętrzach. Takie panele charakteryzują się tym, że można pokryć szybko dużą część ściany, więc jest to świetne rozwiązanie m.in. dla architektów wnętrz, natomiast same panele są jednakowe i w miarę, jak na materiał pochodzenia roślinnego, jednorodne – na zasadzie „wykładziny” na ścianę. Nasze dekoracje z kolei są wykonywane indywidualnie, a mech jest układany w kompozycję, podobnie jak bukiet kwiatów.


Jest to trochę taka zielona sztuka. Artyści coraz częściej używają niecodziennych tworzyw w swojej twórczości. Tu mamy mech norweski – chrobotek reniferowy – dlaczego akurat ten mech? Czy ma jakieś specjalne właściwości?
Właściwie to tak, ma to wiele wspólnego ze sztuką, ponieważ mech chrobotek jest plastycznym i wdzięcznym materiałem, a każda kompozycja jest robiona ręcznie i indywidualnie. Floryści układają bukiety kwiatów z roślin i nawet jeśli są z takich samych odmian kwiatów, to zawsze każdy bukiet jest inny, niepowtarzalny. Tak samo jest z moimi kompozycjami z mchu, nie da się znaleźć dwóch takich samych dekoracji.
Jak to się wszystko zaczęło? Jest Pani architektem krajobrazu – czy pomysł narodził się w trakcie Pani pracy?
Sięgając sporo wstecz - zainspirowała mnie też koleżanka z pracy, która nie może mieć roślin doniczkowych w domu ze względu na ziemię do kwiatów, w której rozwijają się grzyby i pleśń. Dla większości nie stanowi to problemu, jednak jeśli ktoś jest alergikiem, to wyklucza posiadanie standardowych roślin doniczkowych – mowa tutaj o roślinach uprawianych w ziemi ogrodniczej, czyli uprawie terraponicznej. Bardzo jej współczuję, bo sama jestem alergikiem, w prawdzie akurat jestem uczulona na inne rzeczy, jednak wiem jaki jest to problem. Na studiach zetknęłam się z różnymi typami upraw roślin - poradziłam jej wtedy, żeby zainteresowała się uprawą hydroponiczną, czyli prościej mówiąc – uprawą roślin „w wodzie”, która dla większości alergików eliminuje problem niektórych pleśni i grzybów w powietrzu. Wtedy tak naprawdę sama zainteresowałam się uprawą hydroponiczną, mam nawet w domu kilka takich testowych doniczek. Przy artykułach z zakresu niestandardowych rozwiązań roślinnych, znalazłam też informacje o mchu reniferowym i co tu kryć, tu zaczyna się prawdziwe lovestory – to była miłość od pierwszego wejrzenia. Po prostu musiałam go mieć w domu. Zaczęło się od kilku ramek dla mnie, a rozprzestrzeniło się na kilkanaście od błagającej mnie o kompozycje z chrobotka rodziny i przyjaciół. Wtedy postanowiłam, że magia jasnej zieleni musi się szerzyć dalej, i mimo natłoku obowiązków związanych z zajmowaniem się moją maleńką córeczką, otworzyłam własną pracownię.


To trochę tak jakby przenieść element z architektury krajobrazu do wnętrz?
Dosłownie. Chrobotek jest pozyskiwany z prawdziwych leśnych plantacji, oczywiście z poszanowaniem dla środowiska naturalnego, spełniające rygorystyczne normy oraz posiadający odpowiednie certyfikaty. Dekoracja z mchu na ścianę to jest naprawdę coś wyjątkowego, łączącego nas znowu z naturą. Obecnie bardzo popularne są tak zwane „lasy w słoiku”, jest to nadal nie gasnący trend. Chrobotek jest swoistego rodzaju przedłużeniem tej myśli, powrotu do natury, kawałka zieleni w betonowej dżungli. Dekoracje z mchu są jeszcze prostsze w obsłudze, ponieważ w zasadzie jej nie wymagają :) Dekoracje z mchu na ścianę są nadal dużą nowością i wzbudzają ogromne zainteresowanie. Z własnego doświadczenia wiem, że wzbudzają zawsze ogromne emocje i tak zwany efekt „wow”. Moi klienci też często mówią, „Kasia, nie ma osoby, która by się nie zapytała o ten Twój mech, po prostu nie da się przejść koło niego obojętnie”.
Nad czym Pani pracuje obecnie?
Właśnie powstała moja własna strona internetowa, na której zaczynam powoli prowadzić blog. Mam aspiracje, aby rozszerzyć wiedzę na temat chrobotka, ponieważ w Polsce nadal jest to bardzo duża nowość. Sama szukając wiedzy na ten temat jeszcze jakiś czas temu, nie mogłam do końca pojąć o co chodzi z tym całym mchem. Stopniowo będę rozwijać tam informacje różne ciekawe roślinne tematy np. w planach mam też post o uprawie hydroponicznej, z którą już jakiś czas eksperymentuję. Pomysłów mam całe mnóstwo, natomiast po prostu czasem nie starcza mi czasu. Bardzo nie lubię tej „wymówki”, i staram się jej nie stosować jeśli nie ma ona uzasadnienia, jednak przy kilkumiesięcznym dziecku po prostu nie do końca jestem „Panią swojego czasu”, a gradacja priorytetów to moje drugie imię

Pani produkt, oprócz tego, że w interesujący i estetyczny sposób dekoruje wnętrza, ma także dobroczynne właściwości zdrowotne – zwłaszcza dla alergików i astmatyków?

Alergicy i astmatycy mają duży problem z roślinami w domu ze względu na grzyby i pleśń w, które znajdują się w doniczkach z ziemią – tutaj ten problem nie występuje. Mówiąc wprost – alergikom jest po prostu ciężko mieć jakiekolwiek rośliny w domu. Mech jest polecany dla alergików i astmatyków, ze względu na to, że impregnaty którymi jest pokryty są bezpieczne. Chrobotek dzięki temu nie przyciąga kurzu, ani nie stanie się siedliskiem insektów.
Czy ma jeszcze jakieś cechy i właściwości, o których warto wiedzieć?
Mech chrobotek jest niezwykłą dekoracją, ponieważ sam pobiera wilgoć z powietrza. Przy zachowaniu 40-70% wilgotności, jego struktura jest miękka i bardzo przyjemna w dotyku. Te magiczne 40% wilgotności, jest to standardowa, zalecana wilgotność w domach. Dlatego jeśli jest zbyt sucho, warto o tym wiedzieć! Mech wtedy reaguje - traci stopniowo swoją miękkość i zaczyna sztywnieć. Dla nas jest to sygnał, że jest po prostu za sucho i należy zadbać o odpowiedni poziom nawilżenia pomieszczenia. Mech chrobotek jest więc w zasadzie naturalnym higrometrem.

Czy Pani prace często trzeba podlewać?
Wcale, jeśli jest zachowana właściwa wilgotność, jest to wręcz niewskazane. Po tym jak wilgotność okresowo spadnie i przywrócimy ją do normy, mech chrobotek sam pobierze wilgoć z powietrza i wróci do swojej miękkiej i gąbczastej formy. Jeśli jest z nim już bardzo źle, można w drodze wyjątku spryskać go wodą (odkamienioną), nadal kluczowym będzie jednak przywrócenie wilgotności powietrza w pomieszczeniu. Nie zaleca się również umieszczania mchu w miejscach bezpośredniego narażenia na kontakt z wodą np. kabiny prysznicowe, umywalki. Trzeba też pamiętać, żeby nie wieszać ramek na słońcu ani w pobliżu źródeł ciepła np. grzejników.
Skąd czerpie Pani inspirację do pracy?
Jestem ekstremalnym ekstrawertykiem, który czerpie swoją inspirację z otoczenia. Po prostu dbam, żeby to co wokół mnie było po prostu dobre. Otaczam się wyjątkowymi ludźmi, moja rodzina, przyjaciele to są niezwykli, to oni pierwsi krzyknęli „Kacha, ale to jest genialne, powinnaś to sprzedawać”. Kiedy mogę jadę też do lasu, wyciszam się, obserwuję, chłonę :) Moja córka jest dla mnie wielką inspiracją, chcę być dla niej najlepszą wersją siebie. Paradoksalnie mam wrażenie, że dzięki prowadzeniu własnej firmy jestem też lepszym rodzicem. Brzmi groteskowo, ponieważ każdy kto prowadzi biznes wie, ile czasu to pochłania, więc gdzie tutaj czas na rodzinę? Ja jednak mam wrażenie, że czas który mam traktuję z jeszcze większym szacunkiem. Uczę się też odpuszczać rzeczy, które nie mają znaczenia, priorytetyzuję. Korzystam chętnie z pomocy, córka ma dzięki temu świetny kontakt z dziadkami, a jej tata… to cóż po prostu druga „mama”. Dla mnie to powód do radości i dumy. Macierzyństwo i własna firma jest to doświadczenie, które pomaga zachować mi w pewnym sensie zachować równowagę. Czasem jest mi naprawdę ciężko to wszystko pogodzić, muszę wtedy przystopować. Jadę do lasu, wyciszam się, ustalam priorytety wśród sosen, żeby zaraz znów wrzucić szósty bieg. Staram się też celebrować każdy nawet najdrobniejszy sukces, dają mi one pojęcie, że jestem na właściwej drodze. Uczę się słuchać dobrego doradztwa, uczę się korzystać ze wsparcia innych, wbrew pozorom to nie są łatwe umiejętności. Cedowanie obowiązków i zaufanie to cechy, z którymi mają problemy nawet najwyżsi zarządzający w dużych korporacjach. Głośno przyznaję się do błędów, których przy tak szeroko zakrojonym projekcie „firma-mama” jest naprawdę dużo. Jest to bardzo przydatna umiejętność, bo można szybciej te błędy naprawić i mniej się też nimi przejmować. Młode mamy nie mają lekko, w oceanie „perfekcyjnego instagarmowego społeczeństwa” można szybko stracić głowę i zacząć porównywać się do innych – odradzam, lepiej zaufać sobie. Wyznaję też zasadę „uśmiechnięta mama, uśmiechnięte dziecko”, u nas się to super sprawdza, bo pracownia Light Green Workshop jest dla mnie wielką przygodą. Czasem to wielka radość, czasem śmiech przez łzy, ale śmiech to śmiech – więc luz, jestem na plus.

Kto jest Pani Klientem/Klientką? To przede wszystkim ludzie, którzy lubią się czuć dobrze w swoim domu, biurze – kochający zieleń, design ale często mocno zabiegani.
Czy są jakieś wnętrza, do których Pani prace pasują szczególnie?
Jestem skromna z natury więc powiem wprost, pasują do każdego wnętrza. Jeśli miałabym ustalić jakąś preferencję to pewnie skłaniałabym się w stronę wnętrz bardziej nowoczesnych, ale to pewnie raczej dlatego, że sama takie wnętrza preferuję.
Planuje Pani rozszerzyć ofertę o prace wykonane np. z innych roślin?
Plany są duże i nie dotyczą tylko roślin, ale czas pokaże a jaki sposób pracownia będzie się rozwijać. Zapraszam do śledzenia bloga, naszego Facebook i Instagrama.
Czy ma Pani jakichś ulubionych projektantów?
Dla mnie największym projektantem jest sama natura. Niedawno 3,5 latek stojący na betonowej drodze, wskazał na las i zapytał mnie „kto to tutaj tak zrobił [ten las]?”, w pierwszej chwili nie załapałam o co chodzi. Natura zawsze wygra i zawsze jest miejscem, gdzie najlepiej się czujemy. Ja bym bardzo chciała umieć „zaprojektować las” dla 3,5 latka, na razie musi mi wystarczyć skromna ramka z kawałkiem lasu.


Co daje Pani największą satysfakcję w pracy?
Wielką inspiracją są dla mnie moi klienci, dają mi energię do działania. „Kasia, moja mama zakochała się w tych twoich ramkach, potrzebuję natychmiast kolejne bo…” – taki telefon z rana sprawia, że wyskakuję z łóżka
Czy szykuje się może jakaś wystawa?
Aktualnie nie, ale pracownia to tętniący życiem i chrobotkiem twór, nie wiadomo co się może wydarzyć za chwilę. Bierzemy udział w targach, tam można zobaczyć na żywo nasze prace, na wiosnę byliśmy m.in. na Hali Gwardii w Warszawie. Myślę, że na jesieni znów gdzieś się pojawimy.
Kim jest osoba stojąca za Light Green Workshop. Może Pani powiedzieć kilka słów o sobie? Jest Pani architektem krajobrazu.
Pracownia Light Green Workshop i ja to właściwie jedna osoba, która ekstrapoluje się na wiele tożsamości, odbija się w wielu osobach i z tych osób czerpie. Z wykształcenia jestem magistrem inżynierem architektem krajobrazu, studiowałam na SGGW w Warszawie, ale mimo że sercem i pasją jestem związana z tym zawodem to zarobkowo nigdy w nim właściwie nie pracowałam. Pracuję (obecnie jestem na przerwie) i pracowałam w sporych korporacjach, głownie w marketingu – tam poznałam niesamowitych i inspirujących ludzi. Nauczyłam się też sporo o sobie, zdobyłam mnóstwo przydatnych umiejętności, które teraz wykorzystuję jako młoda mama  Co do moich aspiracji to w zasadzie najbardziej zależy mi na tym, żeby być uczciwą. Ma to wiele wymiarów, bo muszę być uczciwa wobec siebie, swoich pragnień i możliwości. Jestem też uczciwa wobec moich klientów, bardzo dużo czasu poświęcam na informowanie ich np. na temat chrobotka, nawet mimo tego, że zawczasu wiem, że będą woleli kupić panel. Dla mnie to nie ma znaczenia, jeśli pytają – odpowiadam, wg. swojej najlepszej wiedzy.
Jakie ma Pani hobby? Co lubi Pani robić, kiedy Pani nie pracuje?
„Pracuję” właściwie około 1,5 doby dziennie :D Dekoracje z mchów to moje hobby, uśmiech mojej córki jest moją rozrywką.
Słowo dla innych twórców, zwłaszcza dla tych, którzy zaczynają?
Po prostu zacznijcie i zobaczcie co się wydarzy :) Nowe doświadczenie to nowe doświadczenie, więc bilans będzie zawsze „na plus”. Zacznijcie bo może to być początek wielkiej i niezapomnianej przygody. U mojego przyjaciela wisi na ścianie takie motto, „A ship in a harbor is safe, but that is not what ships are made for” (ang. Dosłownie – “statek jest bezpieczny w porcie, ale nie po to są statki”).
I dla klientów obecnych i przyszłych?
Jesteście przyczyną i inspiracją, zrobię wszystko, żeby nie stracić Waszego zaufania. Każdy nowy klient to dla mnie powód do uśmiechu, a powracający klient to już istny wyciskacz łez szczęścia. Dziękuję za to, że jesteście.

Wprowadź swój adres email